Artykuły
02-06-2020 18:24
Wywiad z Kaliną Izabelą Zioła
Krzysztof Galas

Wywiad z Kaliną Izabelą Zioła – poetką, tłumaczką, podróżniczką i krytykiem literackim. Rozmawia Krzysztof Galas.

Na początku swojej przygody z poezją chodziłaś do CK Zamek, dawniej nazywanym Pałacem Kultury. Opowiedz, jak postrzegałaś klimat poetyckiego Poznania oczami młodziutkiej licealistki. Kto był wtedy dla ciebie mentorem, czy może wzorem do naśladowania?

Te spotkania poetyckie w Zamku były dla mnie niesamowitym przeżyciem. Wiersze pisałam już od dzieciństwa, zaczęłam je „tworzyć" w wieku 9-10 lat. Wiadomo, że początkowo były to bardziej rymowanki, niż wiersze, ale zawsze, odkąd pamiętam, chciałam zostać poetką. I nagle w Pałacu Kultury miałam okazję spotkać się z prawdziwymi poetami, słuchać ich, a nawet rozmawiać z nimi! Czytałam wtedy bardzo dużo poezji, ale raczej klasycznej, a nie współczesnej, i nie chodziłam nigdy wcześniej na żadne wieczory autorskie. To było moje pierwsze zetknięcie się z żyjącymi poetami. Byłam wtedy bardzo nieśmiała, obawiałam się początkowo odezwać, nie chciałam się ośmieszyć. Jednak szybko poczułam się w tym środowisku bardzo dobrze. To z pewnością była zasługa prowadzącego spotkania Jurka Grupińskiego, który potrafił stworzyć przyjazną, życzliwą atmosferę. Taki klimat panuje zresztą do dzisiaj w Klubie Literackim „Dąbrówka", który jest kontynuacją klubu poetyckiego z Zamku. Mentorem był wtedy dla mnie oczywiście Jurek (w tamtym czasie pan Jerzy, dopiero dużo później, po wielu latach, zaprzyjaźniliśmy się), to jego rady i wskazówki były najważniejsze. Choć muszę przyznać, że Jerzy trochę odbiegał od mojego dziewczęcego ideału poety. Był życzliwy, ale raczej poważny, dystyngowany, miał krótkie włosy (to było bardzo istotne dla dorastającej panienki!) i brakowało w nim żarzącego się wewnętrznego ognia. W ten mój wymyślony obraz poety doskonale wpasował się wtedy Marek Słomiak – długowłosy, czytający swoje wiersze z zapałem i rozwianą czupryną, zabierający mnie po zajęciach w Zamku na mistyczne spotkania poetyckie przy winie i świecach do Marka Obarskiego na Inżynierską, gdzie wszyscy czytaliśmy poezję... Zadurzyłam się nieco w Marku, pisałam dla niego wiersze, pożyczałam od mamy bluzki na spotkania z nim... Niestety, Marek, chociaż mnie lubił, to traktował jak smarkulę, którą rzeczywiście wtedy byłam. Odprowadzał mnie wieczorem po spotkaniach do domu, grzecznie przed bramą całował w czółko i odchodził. Aż pewnego dnia umówił się ze mną w kawiarni i ... przedstawił mi z dumą i radością swoją narzeczoną. Przeżyłam jakoś ten miłosny zawód i do dziś jesteśmy z Markiem dobrymi przyjaciółmi. Tak więc Jerzy Grupiński i Marek Słomiak, byli w tym okresie najważniejszymi dla mnie współczesnymi poetami.

Po tym młodzieńczym okresie, na który przypadł twój literacki debiut, nastąpiła długa przerwa w twojej twórczości. Założyłaś rodzinę i zajęłaś się pracą zawodową. Czy nie żałujesz dzisiaj tak długiego twórczego milczenia? Czy uważasz, że na wszystko jest odpowiedni czas i tak właśnie musiało być?

To właściwie nie było milczenie, po odejściu z „zamkowej" grupy literackiej pisałam nadal, tylko po cichutku, do szuflady. Nie żałuję tego, gdyż wtedy z pewnością byłam zbyt młoda i naiwna. Nie wiem, czy nie poddałabym się jakimś wpływom... I czy pisałabym tak, jak piszę teraz, czy pisałabym w ogóle. Myślę, że do tego, by pisać poezję, trzeba rzeczywiście mieć coś do powiedzenia, zdobyć życiowe doświadczenia, zarówno te dobre, jak i złe. A życie zapewniło mi i jedne, i drugie. Jedno, czego żałuję, to że nie miałam okazji poznać osobiście niektórych poetów, którzy przewijali się przez Zamek, a których twórczość bardzo cenię. Ale cóż, nie można mieć wszystkiego :)

Tematem wiodącym w twojej twórczości jest miłość. Czy nie obawiasz się pewnego rodzaju zaszufladkowania? W środowisku poetyckim nie raz słyszałem, że Kalina Izabela Zioła to są tylko wiersze o miłości.

Nie boję się, ponieważ już dawno tak mnie zaszufladkowano :) Rzeczywiście, bardzo dużo piszę o miłości, szczególnie dwie pierwsze moje książki, „Srebrny motyl" i „Przez chwilę" były prawie całe „miłosne". Ale już w następnej, „Kwaśne winogrona", połowa utworów to były wiersze z podróży. W kolejnych pojawiało się również dużo wierszy z moich licznych wojaży, ale także wiele o życiu, o śmierci, o sensie istnienia... Miałam wiele spotkań poetyckich, w których nie czytałam ani jednego utworu o miłości. Sam zresztą prowadziłeś kilka spotkań ze mną i wiesz, że tematyka moich wierszy jest bardzo różnorodna. Ostatnio, w listopadzie ubiegłego roku, wydałam książkę „Po własnych śladach", w której na 314 stronicach znajdują się tylko wiersze i zdjęcia z podróży po świecie oraz reportaże z pobytu w różnych krajach. Tak, że z pewnością piszę nie tylko o miłości, choć przylepiono mi właśnie taką etykietkę. Faktem jest, że miłość bardzo wiele dla mnie znaczy, nie tylko jako temat wierszy, ale również w życiu. Uważam, że miłość jest motorem napędzającym wszystko i wszystkich. Bez miłości nie byłoby niczego, nie warto byłoby żyć. I mam na myśli nie tylko miłość pomiędzy mężczyzną i kobietą, choć ta jest bardzo istotna (bardzo lubię być zakochana i kochana), ale miłość rozumianą w szerszym znaczeniu. Są przecież różne jej rodzaje - miłość do dzieci i do rodziny, do przyjaciół, do świata. Ja kocham świat i ludzi, choć nie zawsze jest to miłość odwzajemniona. I być może ta moja nieuleczalna miłość do świata i ludzi przebija w moich wierszach, nawet tych o innej tematyce, i dlatego są odbierane jako wiersze o miłości.

A jeżeli już rozmawiamy o poezji miłosnej. Czy masz jakąś ulubioną poetkę, poetę, których twórczość mogłaby być dla ciebie wzorem?

Oczywiście! Każdy z nas pewnie ma jakiś taki poetycki wzór. Moją najbardziej ulubioną poetką była Maria Pawlikowska Jasnorzewska. Już od dzieciństwa czytywałam jej wiersze i zachwycałam się nimi, bardzo jakoś przemawiały do mojej dziecięcej jeszcze, wrażliwej duszy. Gdy byłam starsza, nadal niewiele się w tym względzie zmieniło. Umiałam na pamięć mnóstwo jej wierszy, często je cytowałam, gdyż dokładnie potrafiły opisać stan moich uczuć, lepiej niż ja sama. Wtedy jeszcze nie umiałam tak pięknie powiedzieć, co czuję. To czytając jej „Pocałunki" uczyłam się pisać o miłości. Do dzisiaj mam wiele tomików jej wierszy i często do nich zaglądam. Poezja Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej oparła się czasowi, wciąż jest chętnie czytywana i słuchana. Prowadziłam kilka wieczorów poetycko – muzycznych, których tematem były życie i twórczość tej znakomitej polskiej poetki, i na wszystkie spotkania, te odbywające się w poznańskim Klubie Kultury Pod Lipami, w Bibliotece Publicznej w Swarzędzu i w Galerii Sztuki w Mosinie przyszło bardzo dużo ludzi. I publiczność nie tylko przyszła, ale słuchała z zainteresowaniem i przyjemnością, jak można się było domyślić z rozmów po spotkaniu.
Lubiłam też zawsze Adama Asnyka, Władysława Leśmiana, Halinę Poświatowską i Kazimierza Przerwę – Tetmajera, ale na pierwszym miejscu zdecydowanie jest Maria Pawlikowska Jasnorzewska.

Kalina Izabela Zioła nie tylko pisze, ale jest też tłumaczką. Jak do tego doszło, że zajęłaś się tłumaczeniem poezji i z którym z autorów współpracę cenisz najwyżej. Co wpływa na twoją opinię?

Dobrze znam język rosyjski, zawsze go lubiłam, już w szkole podstawowej korespondowałam z rosyjskimi dziećmi, co było wtedy bardzo powszechne. W szkole średniej „doszlifowałam" rosyjski i bardzo mi się przydawał w dorosłym życiu. Wyjeżdżałam często na Ukrainę, miałam i mam wielu przyjaciół w Rosji i na Ukrainie, w Bułgarii i innych krajach, gdzie kiedyś obowiązkowo uczono w szkołach rosyjskiego, tak jak u nas. Rozmawiam z nimi często przez Skype i Messengera, co pozwoliło mi nie zapomnieć języka. Nigdy nie myślałam jednak o tym, że zostanę tłumaczką. To się stało jakoś zupełnie przypadkiem. W 2012 roku poproszono mnie o przetłumaczenie wierszy poetów z Górskiego Karabachu i Macedonii, przysłanych w języku rosyjskim do antologii listopadowej . To były moje pierwsze tłumaczenia opublikowane. Później poeci z Górskiego Karabachu i Macedonii poprosili mnie o przetłumaczenie jeszcze kilku wierszy, co oczywiście zrobiłam. Kilka z nich opublikowałam w polskich gazetach literackich. Oni w zamian przetłumaczyli moje wiersze z rosyjskiego i opublikowali je w swoich krajach. I tak się to zaczęło, ta translatorska współpraca. Najpierw przetłumaczyłam kilka wierszy, a teraz mam w swoim dorobku dziesięć przetłumaczonych książek innych poetów, i osiem własnych, wydanych w tłumaczeniu na inne języki takie, jak rosyjski, ormiański, bułgarski, serbski, macedoński, francuski, włoski, i wietnamski. Wszystkie te książki były wynikiem wzajemnej współpracy z tłumaczami. Trudno powiedzieć, z kim współpracuje mi się najlepiej, ze wszystkimi mam bardzo dobre relacje. Po rosyjsku tłumaczy mi Vladimir Stockman, Rosjanin mieszkający już wiele lat w Krakowie, poeta, bard oraz wspaniały tłumacz i bardzo życzliwy kolega. Zawsze, kiedy tylko jest mi to potrzebne, Włodek prawie natychmiast tłumaczy i przesyła mi gotowe teksty. Ja tłumaczę mu wiersze tylko czasami, gdyż Włodek doskonale zna polski i pisze w tym języku, ale w przypadku jego wcześniejszych utworów, pisanych po rosyjsku zawsze służę mu pomocą. Tylko tak mogę się choć troszkę zrewanżować. Na ormiański tłumaczył mi Gagik Davtyan z Erewania, którego poznałam na Międzynarodowym Festiwalu Poezji w Górskim Karabachu. Gagik poprosił mnie o przekład swoich wierszy, a później o przetłumaczenie całej książki. On w zamian przetłumaczył moje wiersze do tomu, który został wydany przez Związek Pisarzy Armenii w Erewaniu. Po książce Davtyana przetłumaczyłam jeszcze wiersze Edwarda Militonyana, prezesa Związku Pisarzy Armenii, oraz dwie antologie ormiańsko – polskie, w których było opublikowanych ponad pięćdziesięciu poetów ormiańskich. Gagik Davtyan też przetłumaczył antologię polsko – ormiańską. Za tłumaczenia poezji ormiańskiej na polski otrzymałam wiele nagród: w Warszawie w 2016 roku Nagrodę im. Witolda Hulewicza, a w Armenii Złoty Medal Związku Pisarzy Armenii, Certyfikat Mecenatu Literackiego i najwyższą nagrodę translatorską - Nagrodę Świętych Tłumaczy KANTECH 2019. Tłumacząc ormiańskich poetów „wrzucałam" czasami niektóre wiersze na facebook. Zobaczył je francuski poeta bułgarskiego pochodzenia, Athanase Vantchev de Thracy, mieszkający już ponad 50 lat w Paryżu, i napisał do mnie prosząc (po rosyjsku, on doskonale zna ten język) o przetłumaczenie kilku jego wierszy na polski. Zgodziłam się. W efekcie końcowym, jako owoc mojej pracy powstała książka Vantcheva de Thracy, wydana w Paryżu, zawierająca ponad sto utworów. We Francji w 2015 roku ukazała się również moja książka poetycka, w której teksty były przetłumaczone na język francuski. Za tę książkę otrzymałam w Paryżu Nagrodę Grand Prix de Poesie 2015. Po tym zdarzeniu Athanase Vantchev de Thracy gościł w Poznaniu na Międzynarodowym Listopadzie Poetyckim, gdzie wreszcie mogliśmy poznać się osobiście. To uroczy człowiek, cały czas utrzymujemy miły, przyjacielski kontakt. No i oczywiście Vania Angelova z Bułgarii. Zaczęło się od przetłumaczenia jej wiersza do antologii listopadowej, a na dzisiaj mam już na koncie cztery jej książki poetyckie. Vania przetłumaczyła moją książkę na bułgarski oraz wspólnie z poetami z Serbii i Macedonii na serbski i macedoński. Tłumaczyłyśmy też razem antologię bułgarsko – polską „Rozmowy przyjaciół". To z pewnością nie koniec naszej współpracy, aktualnie przygotowujemy wspólnie antologię macedońsko – polską, a co później, zobaczymy. Nie mogę też nie wspomnieć o tłumaczu z Wietnamu, moim dobrym przyjacielu Nguyen Chi Thuacie, który w roku 2016 zrobił mi niespodziankę i przetłumaczył kilkadziesiąt moich wierszy, opublikowanych w książce „Anioły chodzą boso po śniegu" w wersji dwujęzycznej, polsko – wietnamskiej. Aktualnie razem z Thuatem pracujemy nad tłumaczeniem wierszy wybitnego poety wietnamskiego, profesora M.Q. Nam, na język polski. Najnowszą moją zagraniczną pozycją jest „Włoska mozaika / Mosaico italiano". To książka dwóch autorów, Igora Costanzo, poety i tłumacza z Włoch i moja. Wzajemnie przetłumaczyliśmy do niej swoje wiersze. Igora poznałam w listopadzie 2018 roku w Chinach, w Xichang, podczas Międzynarodowego Festiwalu Poetyckiego „Tydzień na Jedwabnym Szlaku". Zaprzyjaźniliśmy się tam, zaczęliśmy tłumaczyć swoje wiersze i po pobycie Igora w Polsce, w Galerii Sztuki w Mosinie w maju ubiegłego roku, zdecydowaliśmy się wydać wspólną dwujęzyczną książkę. Cały czas współpracujemy. Stworzyliśmy ostatnio dwa wirtualne spotkania autorskie (tylko takie są możliwe teraz, w czasach zarazy), nagrywając na video wiersze po polsku i po włosku i prezentując je w internecie.
Mówię tylko o tłumaczach, z którymi tłumaczyliśmy wspólnie całe książki poetyckie. Moje wiersze były tłumaczone na ponad dwadzieścia języków, ja przetłumaczyłam wiersze ponad stu poetów, więc zbyt dużo czasu zajęłoby opowiadanie o każdym z nich. A wybrać tylko niektórych byłoby naprawdę trudno, gdyż pracuje mi się z nimi bardzo dobrze. Wszyscy są mili, życzliwi.

Która z twoich poetyckich książek sprawiła ci największą satysfakcję? Którą uważasz za ważną czy może najważniejszą?

To pytanie jest kłopotliwe dla każdego autora. To jakby pytać matkę, które dziecko jest dla niej najważniejsze. Ale mówiąc serio to znaczącą była dla mnie druga książka, „Przez chwilę", gdyż zamieszczone w niej wiersze zaczęły być poważniejsze, już nie takie „dziewczyńskie" jak w pierwszej. Choć nadal przeważała tematyka miłosna, to zmieniła się nieco forma tych wierszy. Naprawdę zadowolona byłam dopiero z czwartej książki, „Okno niepamięci", zawierającej oprócz liryki miłosnej wiele utworów poważnych, filozoficznych, wiersze o życiu i śmierci. Ważną książką na pewno był wybór wierszy z lat 1970 – 2015, zatytułowany „Po tamtej stronie świtu", obejmujący dorobek z 45 lat mojej twórczości. Ulubioną moją książką jest „Oczy od grzechu ciemne". Nie tylko dlatego, że uważam wiersze zawarte w niej za naprawdę dobre, ale podoba mi się jako całość. Ilustracje do niej stworzył wybitny polski malarz Jacek Strzelecki, to cały cykl zatytułowany „Panny z Pio -Clementino", czyli Apollo i dziewięć muz. Na okładce również jest rysunek Jacka Strzeleckiego, Safona ze skrzydłami motyla. Uważam, że te wszystkie elementy, wiersze i rysunki, tworzą piękną całość. Ostatnio, w listopadzie ubiegłego roku, wydałam książkę z której opublikowaniem „nosiłam się" już kilka lat. To „Po własnych śladach", czyli wiersze z podróży. Zebrałam w niej na ponad trzystu stronach wiersze, fragmenty prozy i reportaże z moich licznych wyjazdów oraz pięćdziesiąt fotografii z najróżniejszych zakątków świata. Wyjeżdżam bardzo dużo, zarówno prywatnie, jak i na zaproszenia na międzynarodowe festiwale poetyckie, i zawsze wracam z mnóstwem zdjęć i pomysłów na wiersze. Od dawna chciałam wydać tę książkę, miałam już przygotowane wiersze i fotografie. Nawet kiedyś wiceprezes zarządu Poznańskiego Oddziału ZLP obiecał mi jej wydanie w Wydawnictwie Miejskim Posnania w ramach współpracy wydawnictwa z ZLP. ale jakoś o tym zapomniał. Zdarza się. Najważniejsze jest, że wreszcie ją wydałam, i to rozszerzoną o nowe utwory i fotografie. Myślę, że ta właśnie książka, „Po własnych śladach", jest dla mnie najważniejsza.

Znana jesteś z tego, że dużo podróżujesz. Czy jest takie miejsce na świecie, które zauroczyło cię tak bardzo, że koniecznie chciałabyś tam powrócić?

Zwiedzałam wiele miast i krajów, ale za najpiękniejsze miejsce na świecie uważam norweskie Lofoty. Te położone za kołem polarnym wyspy, zimą wyglądają jak zaczarowana kraina z bajki. Wszystko wokół jest takie piękne, czyste, białe i niewinne. I zorza polarna... Tego nawet nie da się opisać, trzeba zobaczyć i poczuć. Gdy patrzy się na polarną zorzę, wszystko wokół migocze, wciąga jakby w środek tego drżącego, poruszającego jak w tańcu światła i hipnotyzuje. Nie można się nawet poruszyć, można tylko patrzeć. Byłam na Lofotach również latem, gdy słońce wcale nie zachodziło, nawet o trzeciej w nocy świeciło wysoko na niebie, a wszędzie kwitło dużo kwiatów w moim ulubionym, różowym kolorze. Jednak cudniej było zimą, i właśnie zimą chciałabym tam kiedyś powrócić. No i na pewno chciałabym jeszcze pojechać do mojego ukochanego Paryża i do Wenecji. O tych dwóch miastach marzyłam od dzieciństwa, oglądając pocztówki i zdjęcia w książkach. Udało mi się tam być i nie rozczarowały mnie, przeciwnie, jeszcze bardziej je pokochałam. Nie wiem, jak teraz będzie z wyjazdami, chyba nie będzie to takie proste, przynajmniej w najbliższym czasie. A miałam odwiedzić Paryż już na początku czerwca, mam nawet bilet na samolot. Niestety, muszę odłożyć ten wyjazd, tak jak i wiele innych, na późniejszy termin.

Czy jest taki kraj, ewentualnie miejsce, gdzie nie byłaś, a chciałabyś pojechać?

Miejsc, gdzie jeszcze nie byłam, jest z pewnością bardzo dużo i wiele z nich chętnie bym odwiedziła. Chciałabym na przykład pojechać do Indii i do Japonii, wydają mi się takie egzotyczne. Może jeszcze do Mongolii... Ciągnie mnie do krajów mało znanych Europejczykom, trochę tajemniczych, o bardzo długiej historii i ciekawej kulturze.

Co uważasz za najcenniejszą pamiątkę z twoich wojaży?

Zdecydowanie przyjaźnie, jakie nawiązałam, tego nie da się przecenić. Te przyjaźnie trwają już przez kilka, kilkanaście lat i są dla mnie największym skarbem. Oczywiście przywoziłam z podróży także jakieś materialne drobiazgi, jak na przykład piękną biżuterię z Armenii, kaszmirowe szale z Wyżyny Tybetańskiej czy jedwabne chusty z Lazurowego Wybrzeża i z Wysp Kanaryjskich. To jednak są tylko przedmioty, z których bez żalu mogę zrezygnować. A przyjaźnie, które potrafią przetrwać wiele lat i są dla mnie źródłem radości i inspiracji, uważam za naprawdę bezcenne.

Jako krytyk literacki recenzujesz wiele książek. Powiedz, jaka jest kondycja polskiej poezji? Czy, jak to niektórzy mówią jest coraz gorzej, czy wręcz przeciwnie, widzisz pozytywne zjawiska?

Nie sądzę, żeby było coraz gorzej. Zawsze byli utalentowani poeci i obok nich grafomani. Teraz grafomańskie „dzieła" są może wyraźniej widoczne, gdyż łatwy dostęp do internetu umożliwia publikację nawet najgorszych gniotów, a wydawnictwa też wydają wszystko, za wydanie czego autor zapłaci. Jednak znam wielu naprawdę dobrych poetów, których książki czytam z prawdziwą przyjemnością. Te książki, które robią na mnie największe wrażenie, recenzuję. Nigdy nie piszę negatywnych recenzji o złych książkach, gdyż uważam, że szkoda czasu na ich czytanie, a tym bardziej na pisanie o nich. Jeśli odkładam książkę po przeczytaniu pierwszych stron, bo dłużej nie da się jej czytać, to już do niej nie wracam. Negatywne recenzje pozostawiam zawodowym krytykom. Ja tylko opisuję to, co mi się w książce podoba, jakie emocje wzbudza we mnie autor swoimi utworami, co ciekawego według mnie ma do powiedzenia. Nie piszę recenzji „na zamówienie" czy na prośbę kolegów – poetów, książka sama musi do mnie przemówić, poruszyć mnie, zainspirować. A zapewniam Cię, że jest niejedna taka książka, niejeden autor wart jest zauważenia. A więc myślę, że wcale nie jest źle ze współczesną polską poezją. Dobrej poezji jest wiele, a żeby ją dostrzec, wystarczy dużo czytać, omijając grafomaństwo jak rafy na morzu.

Jak postrzegasz poezję pisaną przez dwudziesto i trzydziestolatków?

Nie dzieliłabym poezji na tę pisaną przez młodych autorów i na pisaną przez starszych twórców. Poezja jest albo dobra, albo zła, bez względu na wiek autora. Miałam okazję czytać wiersze bardzo młodych poetów, które były tak piękne i dojrzałe, że brzmiały jak najcudowniejsza muzyka. A czasami utwory starszych, uznanych i szanowanych przez ogół społeczności literackiej poetów są po prostu „niestrawne". Oczywiście wśród młodych autorów też dużo jest ludzi bez iskry talentu, którzy piszą tylko po to, by móc nazywać siebie poetami, a ich „wiersze" są beznadziejne, ani to poezja, ani proza. Czasami to tylko zlepek słów bez żadnego sensu. Jednak poezja, dobra poezja, obroni się sama. A takiej jest niemało, również tej pisanej przez bardzo młodych ludzi. Pamiętam spotkania, które prowadziłeś dla adeptów sztuki poetyckiej w kawiarni artystycznej „Kóltura". Można tam było usłyszeć dobrą poezję młodych, czasem nawet bardzo młodych poetów. Na przykład na jednym ze spotkań młodziutka licealistka czytała swoje piękne, bardzo dobre wiersze, które potem zostały opublikowane w Krajobrazach Kultury. Widać więc, że nie wiek autora, ale jego poetycki talent ma znaczenie.

Czy w poezji dopuszczasz możliwość istnienia wulgaryzmów, a jeżeli tak, to w jakich przypadkach?

Nie. Nie znoszę wulgaryzmów w codziennych rozmowach, więc tym bardziej nie dopuszczam ich stosowania w poezji. W żadnych przypadkach. Poezja jest przecież jedną ze sztuk pięknych, nie można jej kalać rynsztokowym słownictwem. Polski język literacki jest bardzo bogaty, zawsze można znaleźć zamiennik, słowa, które wyrażą to samo, a jednak nie są wulgarne.

Mamy taki specyficzny czas. Klimat odosobnienia. Jak ty, osoba tak aktywna, dajesz sobie radę w tych okolicznościach? Czy masz sposób, żeby poprawić sobie nastrój?

Tak, znalazłam sposób i pomimo izolacji cały czas pracuję. Mam do przetłumaczenia jedną antologię i dwie książki poetyckie, więc powoli je tłumaczę. Najbardziej jednak brakuje mi spotkań z czytelnikami oraz prowadzenia wieczorów autorskich innym poetom i muzykom, Więc wymyśliłam internetowe spotkania poetyckie. Czytam poezję moich przyjaciół i znajomych, poetów z całego świata, i nagrywam to na telefonie. Następnie zgrywam filmy na komputer, dołączam do tego zdjęcie autora oraz kilka słów o nim, o jego twórczości i prezentuję to na Facebooku. Zaczęłam prowadzić te wirtualne spotkania już w marcu, zaprezentowałam dotychczas poezję kilkorga z polskich poetów i wiersze kilkudziesięciu poetów zagranicznych w moim tłumaczeniu. Teraz, właśnie wczoraj, rozpoczęłam nowy cykl wirtualnych spotkań, poetyckie podróże po świecie. Będę czytać utwory z mojej najnowszej książki „Po własnych śladach", czyli wiersze z podróży, i prezentować je razem ze zdjęciami dotyczącymi miejsc, które opisuję. I oczywiście każde z tych miejsc nieco przybliżę zamieszczonym w poście krótkim tekstem. Myślę, że każdy z nas musi sobie znaleźć sposób, by nie pogrążyć się w smutku czy depresji w tym trudnym czasie, żeby się nie nudzić. Ja nie tylko się nie nudzę, ale ciągle brakuje mi na wszystko czasu. Codziennie spaceruję , najczęściej po lesie, a więc na szczęście bez maski, nagrywam i przygotowuję filmy oraz zdjęcia i w wolnej chwili robię tłumaczenia. Raczej zawsze mam dobry nastrój, więc nie muszę go sobie poprawiać. Piję kawę z przyjaciółmi na Skype lub Messengerze, utrzymuję stały kontakt z wieloma koleżankami i kolegami i... jak wszyscy niecierpliwie czekam na normalne, osobiste kontakty, a nie tylko te wirtualne.

Na zakończenie mam pytanie trochę osobiste. Jestem po prostu ciekawski. Patrząc na twoje barwne stroje, w których dominuje motyw motyla, zastanawiam się dlaczego właśnie motyl i gdzie można kupić tak piękne kreacje?

Na pierwsze pytanie muszę odpowiedzieć „nie wiem". Nie wiem, dlaczego tak bardzo lubię motyle. Może dlatego, że są tak piękne i nieuchwytne, ulotne, prawie nierealne. I noszą w sobie jakąś tajemnicę. W Armenii uważają, że motyle to dusze poetek. Być może. Zawsze je kochałam, nie zastanawiając się dlaczego. A jeśli chodzi o moje stroje z motywem motyla, to mam je z różnych źródeł. Z każdego wyjazdu przywożę sobie jakieś chusty, torebki lub biżuterię z motylami. W Polsce poszukuję tego motywu na ciuszkach w „ciucholandach" i później z kilku bluzek, spódnic lub chust szyję jedną sukienkę. Takich „motylowych", szytych samodzielnie sukienek mam już kilka. Poza tym, o tej mojej miłości do motyli wiedzą zarówno moja rodzina, jak i wszyscy przyjaciele, dlatego często otrzymuję od nich na różne okazje (lub bez okazji) coś z motylem. Na przykład w tym roku na spotkaniu noworocznym przyjaciele sprezentowali mi cudną czarną bransoletkę z motylem, która pasuje mi do wielu kreacji. Jak widać, motyle odwzajemniają moją miłość i same do mnie przylatują.


Kalina Izabela Zioła

Kalina Izabela Zioła w Galerii Sztuki w Mosinie

Książka PO WŁASNYCH ŚLADACH

Na festiwalu w Macedonii

Na festiwalu w Qionghai, Chiny

W ormiańskiej cerkwi

W Parku Etnicznym na Wyżynie Tybetańskiej

Z Athanase Vantchevem de Thracy, francuskim poetą i tłumaczem

Z buddyjskimi mnichami

Z bułgarską poetką i tłumaczką Vanią Angelovą

Z chińskimi tancerzami

Z Jerzym Grupińskim

Z ormiańskim poetą i tłumaczem Gagikiem Davtyanem

Z polsko-rosyjskim poetą i tłumaczem Vladimirem Stockmanem

Z wietnamskim poetą i tłumaczem Nguyen Chi Thuatem

Z włoskim poetą i tłumaczem Igorem Costanzo

Komentarze (0)
Dodaj swój komentarz

Nick: (max. 40znaków)

Treść komentarza:

Wpisz kod z obrazka: (cyfry i litery a-f)

REGULAMIN:
Publikowane komentarze odzwierciedlają osobiste poglądy ich autorów, którzy ponoszą wyłączną odpowiedzialność za ich treść. Komentarze naruszające polskie prawo, dobra innych osób oraz zawierające słowa powszechnie uznane za wulgarne będą kasowane. Niedopuszczalne jest również zamieszczanie w treści komentarzy linków do innych stron internetowych, reklam oraz danych osobowych i adresowych osób prywatnych i firm.
Newsy
02-06-2020
Nowy cykl - wywiady
Alina i Krzysztof Galas tworzą wspaniały duet wokalno muzyczny "Sobie przeznaczeni", od dawna ...
05-05-2020
Nagroda dla Kaliny Izabeli Zioła
Z wielką przyjemnością odnotowujemy kolejny sukces naszej koleżanki Kaliny Izabeli Zioła, która ...
21-03-2020
Wiosna z koronawirusem
Dziwny to rok. Zimy praktycznienie było, a teraz świat sparaliżowała pandemia. Trochę potrwało, zanim powaga ...
Najnowsze artykuły
02-06-2020
Wywiad z Kaliną Izabelą Zioła
Wywiad z Kaliną Izabelą Zioła – poetką, tłumaczką, ...
04-03-2020
Aktywnie, czyli można też tak
Biegać zacząłem w 1984 roku, kiedy po rzuceniu palenia przez rok przytyłem ...
08-12-2018
Mój jedwabny sen
Któż z nas nie marzył, by zwiedzać egzotyczne, dalekie kraje? Ja też ...
Najnowsze galerie

V Gala
Polskiej Mody


3-09-2015

Rejs "Białą Damą" po Warcie


8-08-2015
Copyright (c) 2008-2020 by LT Media Net Sp. z o.o.